Nie płacz, że coś się skończyło. Ciesz się, że Ci się to przytrafiło. ( G.G. Márquez )

niedziela, 19 maja 2019

Hafengeburtstag. W porcie na urodzinach.

W miniony weekend już po raz drugi wzięłam udział w urodzinowej imprezie portu w Hamburgu. Nie trzeba mieć zaproszeń ani nikomu anonsować swojej wizyty - wszyscy goście są mile widziani a miasto żyje przygotowaniami już długi czas przed.


Impreza corocznie przyciąga tłumy turystów i mieszkańców rzecz jasna, a jednym z najważniejszych i najciekawszych punktów imprezy jest parada floty pływającej. Ważnym strategicznie zadaniem jest w tym dniu znalezienie sobie dobrego punktu widokowego aby niczego nie przegapić.




W wielkiej paradzie jednostek pływających może wziąć udział każdy chętny na prywatnym staku, żaglowcu czy jachcie motorowym. We mnie zawsze najwięcej ekscytacji wywołują żaglowce bo nie wiem czemu ale są obietnicą niezapomnianych przygód na głębokich wodach oceanów i mórz.



Urodziny portu w Hamburgu przypominają mi trochę gdyńskie Dni Morza. Zewsząd słychać dźwięki muzyki żeglarskiej towarzyszącej nam na każdym kroku, podobnie jak zapach smażonych i wędzonych ryb. Portowe nabrzeże Łaby zazwyczaj jest zatłoczone bo to bardzo popularne miejsce spacerowe nie tylko wśród mieszkańców a zagęszczenie ludności w trakcie urodzin portu jest jeszcze większe.


Urodziny portu to również okazja do wzięcia udziału w rejsie na wielu goszczących w tym czasie w Hamburgu statkach. Dotyczy to też wielkich żaglowców, w tym tych zabytkowych, a także lodołamaczy.



Przez trzy urodzinowe dni można wziąć udział w wielu imprezach towarzyszących takich jak koncerty, konkursy, targi tematyczne oraz wystawy i ekspozycje plenerowe. Na specjalnie na tę okazję zamkniętej ulicy biegnącej wzdłuż Łaby rozstawiane są restauracje, kramy i sceny koncertowe, nie brakuje też miejsca do tańca i zabawy.




Dla osób zainteresowanych tematyką odbywają się prezentacje firm gospodarki morskiej oraz spotkania z przedstawicielami portu. Można obejrzeć pokazowe akcje ratownictwa morskiego, skorzystać z darmowych biletów wstępu na zacumowane w porcie statki, zwiedzić port w towarzystwie przewodników oraz poznać marynarskie życie na statkach.





Wielokrotnie słyszałam stwierdzenie, że urodziny portu w Hamburgu to największa tego typu impreza na świecie. Przez cały urodzinowy weekend życie miasta skupia się na portowej promenadzie wśród restauracji, koncertowych scen oraz handlowych, artystycznych, hobbystycznych oraz kulinarnych straganów. Warto zostać w Hamburgu do wieczora żeby zobaczyć specjalną urodzinową iluminację portu oraz pokaz sztucznych ogni.





Podczas urodzin portu można zobaczyć go z wysoka za sprawą lotu balonem lub helikopterem, przy okazji podziwiając panoramę całego Hamburga.





Pomimo tego, że Hamburg nie leży nad morzem to świętuje dni portu z pozazdroszczenia godnym rozmachem. Port, system kanałów Łaby oraz jezioro Alster znajdujące się w centrum miasta nadają Hamburgowi niepowtarzalną, żeglarską atmosferę, którą swoją drogą bardzo lubię.

sobota, 11 maja 2019

Portugalia na majówkę ( ciut dłuższą ).

Wczoraj wróciłam z Portugalii chociaż plan na ten czas był zupełnie inny, tak jak inny był planowany kierunek.

Uważam, że trzeba mieć rozmach w marzeniach i odwagę w ich spełnianiu. Jakiś czas temu zaczęłam tę odwagę traktować bardziej dosłownie i nabrała ona dla mnie zupełnie innego znaczenia. Drugiego maja miałam lecieć na dwa tygodnie na Sri Lankę, która miała być moim kolejnym spełnionym podróżniczym marzeniem. Niestety tragiczne wydarzenia, które miały miejsce na tej wyspie w Wielką Niedzielę, pokrzyżowały mi plany wzbudzając strach i obawę o własne życie. Kiedy w niedzielny poranek dowiedziałam się co się stało z przerażenia aż mnie zemdliło. Zanim pojawiła się we mnie myśl, że przecież mam tam lecieć, ogarnął mnie ogromny smutek nad losem ludzi, którzy stracili życie albo swoich bliskich. Niewyobrażalny ogrom tej tragedii powalił mnie na kolana. Codziennie zastanawiałam się co robić, śledziłam wiadomości czekając na to co przyniosą kolejne dni. Ostateczną decyzję o rezygnacji ze Sri Lanki podjęłam cztery dni przed urlopem kiedy usłyszałam w wiadomościach że istnieje zagrożenie kolejnymi atakami. Chwilę później kupowałam już bilety w inne miejsce a następnego dnia zrezygnowałam z części zaplanowanego urlopu. Linie lotnicze zaproponowały mi bezpłatną zamianę biletów, z możliwością wykorzystania ich do końca czerwca. Niestety nie mogę polecieć w tym terminie więc nie będzie dalekiej podróży w tym roku bo urlopy mam już rozplanowane a dni, które mi zostaną wykorzystam spontanicznie.

Przyznam się Wam, że zrezygnowałam z tej Sri Lanki ze smutkiem. Miałam nadzieję, że po takiej tragedii nie wydarzy się nic podobnego, nawiązałam kontakty z ludźmi, którzy i tak zdecydowali się polecieć. Niemniej jednak cały czas towarzyszył mi strach o to jak te moje wakacje będą wyglądać w kraju dotkniętym takim przerażającym wydarzeniem. Wiem, że do odważnych świat należy ale podróżowanie mając strach jako nieodłącznego towarzysza to chyba nie jest dobry pomysł. Sri Lanka miała być beztroskim i niezapomnianym wyjazdem a wiem, że takim by nie była po tym co się stało. Nie żałuję pieniędzy straconych na bilety bo utrata czegokolwiek w porównianiu z utratą życia wydaje się trywialna. Odrobię to sobie w nadgodzinach :). Żałuję, że nie zrealizuję planów jakie miałam, nie poczuję wiatru we włosach jadąc na skuterze wsród herbacianych pól ani nie zrobię zdjęć paniom zbierającym liście herbaty - mojego ulubionego napoju. Nie w tym roku.

Portugalia, którą wybraliśmy na urlop, stanęła na wysokości zadania i zachwyciła mnie jak tylko wysiadłam z samolotu bo poczułam "ciepełko". I chociaż później z pogodą bywało różnie to wróciłam zachwycona i uwierzcie mi - już dzisiaj szukałam lotów na powrót tam. Nie mieliśmy czasu, żeby dokładnie zaplanować ten wyjazd, bo bilety kupiliśmy trzy dni przed wyjazdem. Moim głównym przewodnikiem i źródłem inspiracji była Agnieszka i Jej portugalskie wpisy na blogu http://www.calezyciewpodrozy.pl/. Pozdrawiam, dziękuję a wszystkim planującym nie tylko Portugalię, z całego serca polecam.

Na czas pobytu w Portugalii wynajęliśmy samochód co zdecydowanie ułatwiło poruszanie się między miastami i rezalizację większości z zaplanowanych punktów. 


Urlop rozpoczęliśmy w Porto, do którego mieliśmy lot i gdzie spędziliśmy pierwszy i ostatni dzień wakacji.





Kolejne było Aveiro i Costa Nova. Zatrzymaliśmy się na portugalskiej wsi korzystając z zaproszenia koleżanki mamy osoby, z którą byłam.







Następnie pojechaliśmy do pięknego i kolorowego Obidos.



Z Obidos pojechaliśmy na Cabo da Roca.




Kolejnym punktem była Sintra.





Z Sintry pojechaliśmy do pięknej portugalskiej stolicy, wobec której miałam duże oczekiwania a która swoim klimatem i urokiem przerosła je po stokroć.




Chcieliśmy jeszcze pojechać do Algarve ale pogoda pokrzyżowała nam plany. Nie było sensu jechać tam, gdzie padało przez kilka dni i miało padać przez kolejne. Zostaliśmy za to dłużej w Lizbonie, w której zresztą też padało :).

To był wspaniały czas. O Portugalii marzyłam od dawna i chociaż spodziewałam się, że mi się spodoba to rzeczywistość i tak mnie zaskoczyła. Udało nam się zobaczyć wiele znanych miejsc i zrealizować praktycznie wszystko z naszej listy. Mieliśmy czas na wałęsanie się po wąskich i stromych uliczkach, na zaglądanie do antykwariatów, na beztroską jazdę żółtymi wagonikami, na niespieszne obserwowanie świata i ludzi, na toast na końcu Europy i na piknik w drodze powrotnej do Porto. Prędkość z jaką zrealizowałam to jedno z marzeń spowodowała, że początkowo nie do końca zdawałam sobie sprawę, że to naprawdę się dzieje. Jeszcze dwa tygodnie temu Portugalia była planem, na wczesną jesień może, a teraz jest pasmem wielu pięknych wspomnień. Kolejny urlop w sierpniu i urodzinowe spełnianie marzeń zatem niech te portugalskie wspomnienia dodają mi skrzydeł bo od poniedziałku praca i "zwyczajność".

środa, 1 maja 2019

Jednodniowa wycieczka do Dolnej Saksonii. Lüneburg.

Lüneburg to niewielkie miasto niedaleko Hamburga. O jego istnieniu dowiedziałam się niedawno i tak mi się spodobał na zdjęciach, że błyskawicznie stał się planem na najbliższy wolny od pracy dzień. Traf chciał, że tym dniem był Wielki Piątek - ciepły i słoneczny, który w całości poświęciliśmy na wycieczkę i spacer po bajkowych ulicach. 

Już sam dojazd do Lüneburga sprawia radość i wielką frajdę. Nie jestem przekonana, czy w moim wieku wypada się jeszcze tak ekscytować przejażdżką piętrowym pociągiem no ale co poradzę, że naprawdę się ekscytuję. Jako dziecko jeździłam piętrowymi pociągami do cioci, która mieszka niedaleko Kościerzyny i myślę, że radość, która mi wtedy towarzyszyła w związku z przejażdżką takim pociągiem to jest dokładnie to samo co czuję teraz, kilka dekad później. Nie muszę chyba dodawać, że tak samo wtedy jak i teraz MUSZĘ siedzieć na piętrze, bo to jest chyba samo przez się zrozumiałe.

Nasze szczęście to suma drobnych radości, na którą u mnie składa się na przykład podróż piętrową koleją. Więc dla mnie atrakcyjność tego dnia zaczęła się już na dworcu kiedy to okazało się, że jedziemy piętrusem. Niby tylko trochę ponad pół godziny ale i tak z radością patrzyłam na zmieniający się za oknem krajobraz z trochę wyższej niż zazwyczaj perspektywy.


Pierwszym punktem naszego zwiedzania była zbudowana w latach 1903-1905 Wieża Wodna. Wstęp kosztuje 4,50 dla osoby dorosłej ale są zniżki dla grup, osób uczących się, emerytów a nawet będacych bez pracy. Krótki wjazd windą pozwala spojrzeć na miasto z wysokości 55 metrów skąd doskonale widać zróżnicowanie fasad kamienic. Na dół zeszliśmy po schodach ponieważ chcieliśmy zobaczyć wystawy i ekspozycje dostępne dla zwiedzających na niektórych piętrach.




Pomimo wolnego od pracy dnia i przepięknej pogody miasto było ciche i sprawiało wrażenie uśpionego. Jedynie w kilku punktach panował gwar i tłok ale poza tym było klimatycznie i cicho.




Miasto jest naprawdę przepiękne i moim zdaniem mogłoby być scenerią jakiejś baśni. Nie mogłam oderwać oczu od kamienic i ich fasad, wśród których próżno szukać dwóch takich samych. Zdecydowana większość zabudowy starówki to gotyk ceglany, wśród budowli jest np. kościół należący do Europejskiego Szlaku Gotyku Ceglanego.



Będąc w Lüneburgu koniecznie trzeba pospacerować wzdłuż rzeki Ilmenau aby dojść do jednego z symboli miasta - Starego Żurawia. W jego pobliżu, po obu stronach rzeki, znajdują się liczne kawiarnie i restauracje - jest to jedno z najbardziej popularnych wśród mieszkańców i turystów miejsc co jest zasługą położenia nad rzeką i wielu fajnych miejsc do wypicia kawy lub zjedzenia obiadu.




Lüneburg nie ma zbyt wielu znanych zabytków a lista muzeów i atrakcji też nie jest zbyt długa. Za to ma piękną zabudowę starego miasta, które przetrwało wojny i historyczne zawieruchy. I chociaż po większości z nich widać oczywiście upływ lat to wpływa on na klimat starówki a spacer brukowanymi wąskimi uliczkami jest gwarancją podróży w czasie.





Dzień był piękny i upalny, w powietrzu dało się wyczuć specyficzną atmosferę typową dla świątecznego, wolnego od pracy dnia a ja się czułam jak na wakacjach a nie jak ma jednodniowej wycieczce tak blisko domu. Aczkolwiek pomimo faktu, że Lüneburg leży tak blisko Hamburga to jadąc tam zmieniamy region na Dolną Saksonię.





Hanzeatyckie miasta mają swój specyficzny klimat oraz charakterystyczną zabudowę i architekturę. Byłam już w kilku ale Lüneburg stoi na czele top listy. Niektóre uliczki tak mnie zachwyciły że planowałam trasę tak aby móc pospacerować po nich jeszcze raz. Uwielbiam miasteczka pozwalające oderwać się od rzeczywistości a tutejsze kamienice i przytulne zakamarki naprawdę oferują podróż w czasie.





Szachulcowe domy i ciegła to bardzo ładne połączenie, w bardzo lubianym przeze mnie stylu. Już patrząc na dachy miasta z Wieży Wodnej wiedziałam, że będę zachwycona a późniejszy spacer tylko potwierdził moje przypuszczenia. Brukowane uliczki, stylowe latarnie, stare okna, kolorowe drzwi i chatki w ciepłych barwach - obok takich atrakcji nie da się przejść obojętnie.


Domki w kratkę, okna w kratkę i ulice z kwadracików.



Szukając informacji o Lüneburgu odkryłam kilka miasteczek w podobnym stylu w konsekwencji czego powstała lista jednodniowych wycieczek na lato, również tych rowerowych. Kiedy w podróżach będzie zastój wypełnię sobie międzyurlopową rzeczywistość takimi krótkimi wypadami. Czasami najbliższa okolica skrywa w sobie cuda, oferując radość i ekscytację z odkrywania nowych miejsc. Umiem się cieszyć z drobiazgów i nie muszę odkrywać dalekich lądów, żeby czuć się podróżnikiem - Dolna Saksonia na lato to też jest świetny plan.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...